To Twoje życie...


Joanno - Mam 32 lata, skończyłam studia, mam nienajgorszą pracę i choć nie jestem olśniewającej urody, chyba nie jest ze mną tak źle...:) Miewam romanse ale zwykle czar pryska kiedy przedstawiam swojego wybranka przyjaciółkom. Kilka lat temu jedna z nas utknęła w toksycznym związku i pomogłyśmy jej stanąć na nogi ośmieszając tego Romea na naszych „terapeutycznych” spotkaniach i to naprawdę poskutkowało. Spakowała jego rzeczy i wyrzuciła za drzwi.  Odtąd mamy zasadę, że jeśli któraś z nas przyprowadza nowego chłopaka, patrzymy na niego trzeźwo i jeśli coś się nam nie podoba to mówimy to sobie prosto z mostu. Teraz jednak zauważyłam, że kiedy dziewczyny zwracają uwagę na jakieś wady mojego faceta to i mnie także zaczynają one przeszkadzać i znajomość traci tempo. Ostatnim razem poznałam kogoś, kto bardzo mi się spodobał ale także nie przeszedł pozytywnie testu i czuję jak temperatura uczuć spada…. Czy dać mu szansę czy zerwać znajomość?

Hmmm…. Widzę, że damska solidarność, rzecz sama w sobie bardzo cenna, stała się drugą stroną barykady. Wygląda na to, że dwunastu sprawiedliwych naradza się przedwcześnie! Na przecieranie oczu przyjdzie jeszcze czas… Wyobraź sobie, że to Twój chłopak robi spotkanie w gronie swoich kumpli, a oni stawiają Ci plusy bądź minusy… Koszmar? Zgadzam się!
W dodatku opieracie swoje założenie na z gruntu mylnych założeniach. Po pierwsze - to co podoba się Tobie niekoniecznie musi zachwycać innych. Każdy patrzy subiektywnie. Po drugie - 100% akceptacji to mit i dziecięce tęsknoty z miłością bezwarunkową. Prawda jest taka, że zawsze można znaleźć w kimś wadę lub słabość…. Każdy z nas pewnością budzi w innych mieszane uczucia. Coś jest pociągające ale coś innego budzi opór. Powinniśmy się więc cieszyć jeśli ktoś zaakceptuje nas chociaż w 60%.  Pozostałe 40% czyli te mniejsze i większe wady, jeśli pozwolimy sobie na większą bliskość, mogą stracić znaczenie lub przeciwnie, stać się punktem zapalnym ale to już zależy od tego jaką strategię podejmiecie w Waszym związku. TEN ZWIĄZEK MUSI JENAK NAJPIERW POWSTAĆ !
I po to jest ten stan, który nazywa się zakochaniem, kiedy organizm produkuje mnóstwo fenyloetyloaminy i dopaminy. Gdyby nie one, nie wydarzyłoby się tyle romantycznych historii. A szkoda. Kiedy zaś euforia minie i rozsądek wtrąci swoje trzy grosze jest czas na zweryfikowanie pierwszego wrażenia. Ale to w swoim czasie. Przez swój przedwczesny przytomny osąd całej grupy zabieracie sobie wzajemnie to co najfajniejsze. Oczywiście rzecz się ma inaczej gdy już od początku widać, że ktoś kogoś zwodzi, oszukuje, manipuluje… I w dodatku widzą to wszyscy prócz osoby zainteresowanej. Jeśli jednak facet po prostu miał tremę i zapomniał gdzie leży Meksyk albo założył niemodny krawat…. błagam,darujcie sobie uszczypliwości.