Czym jest miłość?

Czym jest miłość? Gdyby zapytać wszystkich ludzi na świecie czym jest miłość, z pewnością otrzymalibyśmy mnóstwo najprzeróżniejszych definicji. Jednakże często powtarzały by się w nich określenia takie jak dobroć, czułość, namiętność, opieka, empatia, radość bycia razem, wzajemność, obdarzanie się szczęściem. Dlaczego więc istnieje całkiem spora grupa osób, które opatrują etykietką „miłość” odczucia zgoła inne – samotność, odtrącenie, wieczną tęsknotę, smutek, niespełnienie.   Oto Ewa. Posłuchajcie naszej rozmowy: Ewa - Chciałabym dowiedzieć się czy mój związek z Jarkiem ma przyszłość. Ja – Jak wygląda ten związek, Ewo? Ewa – Rzadko się spotykamy. Ja – Jak rzadko? Ewa – Nie widzieliśmy się już trzy tygodnie. Ja – Dlaczego? Ewa – Jarek nie ma czasu. Ja – Czy kiedyś było inaczej? Ewa – Może na samym początku. Ja – Kiedy to było? Ewa – Półtora roku temu. Ja – Co myślisz o tym, co jest teraz? Ewa – ( rozżalona ) On nigdy nie chce ze mną nigdzie pójść. Raz chciałam żebyśmy wybrali się na ślub koleżanki a on powiedział, że nie ma zamiaru. Ja – A jak wyglądają Wasze spotkania? Ewa – Zwykle spotykamy się u niego i idziemy do łóżka. Ja – Acha… Ewa – On dzwoni i zaprasza mnie do siebie. Ale to tak raz na miesiąc… Ja – A czego Ty oczekujesz od partnera? Ewa – Chciałabym żeby mu zależało, żeby był opiekuńczy, interesował się mną. Ja – A Jarek? W jakim stopniu spełnia te oczekiwania? Ewa – No… chyba w żadnym… Ja – Ewo, jak byś więc nazwała ten związek? Ewa – To chyba nie jest związek. Ja – Czy jest jakiś powód, dla którego wciąż jesteś w tym układzie? Ewa – ( po długiej chwili ciszy )… wróżka powiedziała mi, że on jest moją drugą połówką. Ja – A co Ty sama o tym sądzisz? Ewa – ( rozdrażniona ) …nie wiem, pomyślę.   Jestem coachem i szanuję wybór mojego klienta. Nie powinnam wyrażać swojej opinii, wymądrzać się i doradzać. Nie na tym polega coaching. Trzymam lustro, w którym możecie się przejrzeć, jeśli jednak ktoś woli odwrócić wzrok, ma do tego prawo. Mam jednak nadzieję, że któregoś dnia Ewa wróci z decyzją by stawić czoła prawdzie. A jaka jest prawda? Ano taka, że ktoś deklaruje: Chcę partnera, który się o mnie będzie troszczył. Takiego, któremu na mnie zależy. Dobrego, czułego, kochającego. A potem godzi się na kogoś obojętnego, wcale nim nie zainteresowanego, dyktującego własne warunki. Dlaczego tak się dzieje? Oto mój ulubiony cytat life coacha Cherie Carter Scott. Jeśli już go kiedyś cytowałam, wybaczcie, ale oddaje on istotę interakcji, w którą wchodzimy z każdą napotkaną osobą. „Gdyby istniało jedno podstawowe prawo, odnoszące się do energii miłości, to brzmiałoby ono następująco:  inni widzą i traktują cię dokładnie tak, jak widzisz i traktujesz siebie ty sam. Nie mówiąc ani słowa, sam nieświadomie pokazujesz innym, jak traktujesz siebie. Ponieważ ty jesteś swoim pierwszym opiekunem, inni spoglądają na ciebie, poszukując wskazówek, dotyczących tego, ile miłości wymagasz. Dajesz im te wskazówki. To, jak ludzie mówią do ciebie, jak cię traktują, co myślą i czego oczekują od ciebie, odbywa się pod twoje dyktando. Czy zdajesz sobie z tego sprawę czy nie, sam tworzysz wzorzec, według którego inni nawiązują z tobą kontakt”   Oznacza to, że jeśli brak nam wewnętrznego poczucia własnej wartości i świadomości, że zasługujemy na miłość i szczęście, pozwalamy innym na to by okazywali nam obojętność i lekceważenie. W dodatku zrobimy wszystko by to złe traktowanie nazwać miłością. Ona bowiem tłumaczy dlaczego zaprzeczamy sobie samym i nazywamy „swoją drugą połówką kogoś”, kto traktuje nas jak „wyjście awaryjne”. Takie, które przydaje się gdy inne plany nie wypalą.   Pól biedy kiedy dyskomfort sprawi, że w końcu się zbuntujemy i postanowimy zmienić swój model życia. Gorzej kiedy klapki na oczach kompletnie przesłaniają nam widok.   Oceany złudzeń Marek, narzeczony Małgosi wyjechał sześć lat temu na stypendium zagraniczne i zdecydował się pozostać w Stanach. Najpierw były maile i telefony, potem tylko maile, coraz rzadsze i coraz bardziej lakoniczne. Po dwóch latach kontakt się urwał.  Małgosia pociesza się czekoladkami, przybiera na wadze ale nie traci nadziei na dobry obrót spraw. Utrzymuje kontakty tylko z tymi znajomymi, którzy niczego nie komentują, nie wyrażają swojego zdania. Ci, którzy odważyli się powiedzieć „Małgosiu, przejrzyj na oczy” już nie są znajomymi. Małgosia uważa, że Marek jej nie porzucił. Fakt. Marek nigdy nie napisał „Małgosiu, to już koniec”. W ostatnich mailach wymyślał tylko kolejne podwody, dla których nie kupuje jej biletu do Nowego Jorku. Małgosia ma teorię. Marek chce zarobić fortunę i wtedy zaprosi ją do siebie. Po czym rzuci jej świat do stóp.   Nie mam nic przeciwko pozytywnemu myśleniu. Wręcz przeciwnie. Uważam, że jest podstawą sukcesów w życiu osobistym. Tyle, że pozytywne myślenie nie może zastępować myślenia w ogóle. Marek prawdopodobnie już dawno rzucił do stóp, to co miał, komuś innemu. Małgosia dryfuje po oceanie swoich złudzeń a zderzenie z górą lodową to tylko kwestia czasu.   Oczywiście są historie mniej spektakularne, zwyczajniejsze, ale rozwijające się według tego samego scenariusza. Jedna strona daje tyle co nic, druga oszukuje sama siebie, że ją to zadowala. Mariola pisze, że  Michał nie chce się angażować, co zaznaczył już na początku znajomości. I jest konsekwentny. Ale ona czeka aż on zapragnie prawdziwej bliskości. Ile czeka? Długo. Beata mówi, że Andrzej potrafi zniknąć na dwa tygodnie, jak kamfora. Nie odbiera telefonów, nie odpowiada na maile a potem dzwoni jakby nigdy nic i znowu jest fajnie. Na początku szalała z niepokoju, myślała, że coś mu się stało. Teraz już się przyzwyczaiła.   Odkrywanie prawdy Jeśli odnajdujesz w którejś historii swoją własną, zastanówmy się wspólnie co Cię trzyma w tych niesatysfakcjonujących układach? Oto fragment rozmowy z Beatą. Ja – Co sprawia, że jesteś w tym związku? Beata – Boję się, że już zawsze będę sama. Ja - A teraz jak się czujesz? Beata – ( Po chwili namysłu ) …właściwie to jestem sama. Ja – Jeśli dobrze rozumiem, to jest to właśnie stan, którego się boisz. Beata – No… tak…  ( długa cisza )… No tak, właściwie to absurd… boję się, że będę sama a przecież ja  jestem sama… Ja – Jak długo musisz być sama by przestać się bać? Beata – ( cisza )…. Ale ja chcę być kochana.   Pierwszy krok Oto zadanie, które pomoże Ci zainicjować proces przemian. Wymaga on zaangażowania ale najważniejsze by zrobić pierwszy krok:   Zdefiniuj ograniczające Cię przekonanie na własny temat. Beata powiedziała: „boje się, że zawsze będę sama”. Można powiedzieć, że realizuje je w swoim życiu. Jej „związek” czyni ją samotną.   Może i Ty ulegasz takiemu poglądowi na swój temat. Mogą to być różne stwierdzenia. „Nikt nie zwraca na mnie uwagi”, „ Nie jestem dość atrakcyjna(y) aby ktoś mnie pokochał” itp. Kiedy sformułujesz już szczerze swoje ograniczające przekonanie, zastanów się jak dalece wpływa ono na to co robisz ze swoim życiem. Może tak je układasz aby potwierdzało to co sam(a) o sobie myślisz. Sam(a) schodzisz na drugi plan, uważając, że tam jest Twoje miejsce. Już sama świadomość tego,  będzie Ci od teraz służyć.   Następnie przeformułuj to stwierdzenie na pozytywne: Boję się, że zawsze będę sama – Pragnę być z kimś. Nikt nie zwraca na mnie uwagi – Pragnę by zwracano na mnie uwagę. Nie jestem dość atrakcyjny(a) aby ktoś mnie pokochał – Pragnę być atrakcyjny(a) dla innych i kochany(a). To całkiem zmienia Twoją perspektywę. Zamiast koncentrować się na swoich niedostatkach, często wydumanych, przenosisz uwagę na realizację swoich pragnień. Robisz wszystko by się spełniły! Trzymam za Ciebie kciuki! www.twojdobrydzien.pl KLIKNIJ NA PREZENT! https://www.facebook.com/twojdobrydzien